|
GALERIA ZDJĘĆ >>
René Lejeune
Bł. Joanna Beretta-Molla (1922-1962)
30 lat po
śmierci Joanna Beretta-Molla została beatyfikowana w Rzymie przez Jana
Pawła II. Wzywana jest szczególnie przez zrozpaczone matki. Joanna jest
świętą dla naszych czasów, czasów heroizmu codziennego matek, ale
również czasów masakrowania w ich łonach niewinnych dzieci.
Śmierć
Joanny w cudowny sposób ilustruje słowa Chrystusa: „Nikt nie ma większej
miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J
15,13). Całe jej istnienie to hymn na cześć prawdziwych wartości życia
przeżytego zgodnie z Ewangelią.
HEROIZM CHRZEŚCIJAŃSKIEJ MATKI
Joanna ma 39 lat. Jest matką
trojga dzieci. Oczekuje czwartego i oto nagle zostaje powalona
nieszczęściem. Lekarz odkrywa złośliwy guz macicy. Usunąć nowotwór?
Pojawi się więc z pewnością na nowo przed zakończeniem ciąży. Jest jedno
rozwiązanie: usunięcie całej macicy. To łączyłoby się z poświęceniem
dziecka, które w niej żyje i wzrasta. Operację połączono by więc z
przerwaniem ciąży. Matka nie waha się nawet przez chwilę. Z siłą i
autorytetem wzywa lekarza: «Jeśli chodzi o dokonanie wyboru między mną a
dzieckiem, proszę się w ogóle nie wahać. Proszę wybrać - żądam tego -
dziecko. Ratujcie je!»
Joanna waży słowa. Wie, o czym
mówi. Jest lekarzem chirurgiem i pediatrą. Zgadza się, by usunięto guz
dopiero wtedy, gdy nie będzie niebezpieczeństwa dla dziecka. To ułatwi
ciążę. Ale niestety źródło zła nie zostanie opanowane, jest tego prawie
pewna. To, czego pragnie całą swą istotą, to zachować dziecko przy życiu
aż do jego urodzenia. Jest w 2 miesiącu ciąży. Włókniak został usunięty,
jednak zło pozostaje w niej. Wchodzi w okres niekończących się 7
miesięcy, które zakończą się w kwietniu 1962. Prognozy medyczne są
raczej mroczne: zaledwie jedna szansa na dziesięć, że matka uniknie
śmierci. Ma 39 lat. Czy jest smutna? Tak, oczywiście, na myśl, że
zostanie odebrana dzieciom, mężowi, pozostawiając ich samych, rozbitych,
przygniecionych. Choć jej ból jest stały, czasem dotkliwy, nie daje tego
po sobie poznać. Poświęca się, jak ma w zwyczaju, licznym obowiązkom
matki. Zajmuje się jak zawsze z uwagą i czułością mężem. I - znak jej
najwyższej delikatności - prosi go o wybaczenie troski, jaką zadaje mu
swym stanem. Ani jednego słowa o powadze stanu. Unika powiększania bólu
istot, które są jej tak drogie. Nadal wykonuje zawód lekarza. Chorzy
kochają ją za jej łagodność, uprzejmość, wspaniałomyślność, jej
bezinteresowność. Przy niej chory znajduje pociechę. Można by
powiedzieć, że sama jej obecność uruchamia i przyśpiesza proces powrotu
do zdrowia.
Dokładnie
porządkuje swe rzeczy, jak gdyby miała się udać w bardzo daleką podróż.
Zachowuje uśmiech. Savina, młoda służąca, zaświadczy: «Zawsze widziałam
ją zadowoloną, nawet w ostatnich miesiącach jej życia. Nigdy się nie
uskarżała.» Za nic na świecie nie opuściłaby codziennej Mszy św. Krótko
mówiąc, świętość w codziennym życiu.
CHRZEŚCIJAŃSKA RODZINA
Joanna Beretta-Molla miała z kogo
brać przykład. Urodziła się 4 października 1922 w Magenta, w Lombardii.
Była 10 dzieckiem małżeństwa żyjącego w pełni i żarliwie swą wiarą.
Rodzice są tercjarzami św. Franciszka. Albert, ojciec, jest kasjerem w
spółce bawełnianej. Wstaje codziennie o piątej rano, aby przed pracą
pójść na Mszę św. Dzieci idą także, choć w żaden sposób nie zobowiązuje
się ich do tego. Jednak mama ma taki nieskończenie łagodny i radosny
sposób budzenia swych dzieci przed wyjściem do kościoła, że one również
chcą iść z nią. Robią to już choćby dla zobaczenia jak okazuje swą
radość z posiadania dzieci blisko siebie w czasie tego porannego
spotkania z umiłowanym Panem. Jeśli kogoś brakuje, to znaczy, że jest
jakiś poważny powód. Żadnego przymusu, a nawet zaproszenia, aby tam
poszły. Rodzice i dzieci są tak złączeni miłością, że dla dzieci staje
się radością móc wypełnić skrywane pragnienie rodziców.
Pomiędzy ośmiorgiem, którzy
przeżyli, jest dwóch kapłanów, czterech lekarzy chirurgów, jedna
zakonnica i jedna farmaceutka. Wszyscy ukończyli studia doktoratami
nawet dwaj kapłani, z których jeden jest chirurgiem, a drugi -
inżynierem.
Wieczorem dzieci gromadzą się
przed figurą Dziewicy. Starsi stoją blisko ojca, mniejsi siedzą obok
mamy. To czas czułej maryjnej melodii, śpiew duszy, który się wznosi
żarliwie ku Matce Jezusa. Przesuwa się w rodzinie różaniec tak, jakby
liczyło się cenne perły. Różaniec zamyka dni, nie zapomina się o nim
nigdy, jak nie zapomina się o kolacji.
Mama nosi imię Dziewicy. Kobieta
nadzwyczajna! Na stoliku, przy którym pracuje, zawsze są kawałki
materiału. Szyje dziecięce ubranka. Czuwa nad ich zadaniami domowymi do
tego stopnia, że nauczyła się z radością łaciny i greki, by pomóc swym
małym uczniom w lekcjach.
Niedziela w
całości poświęcona jest Panu: Eucharystia i nieszpory to wydarzenia,
które wyznaczają główne punkty dnia. Starsi towarzyszą ojcu w
odwiedzinach starszych, samotnych, chorych i biednych. Wszystko, co
rodzina zdoła zaoszczędzić, jest przeznaczone, aby dostarczyć odrobinę
radości biednym i opuszczonym. W domu Berettów nie znajduje się też nic
zbytecznego. Jeśli dziecko pragnie czegoś, ojciec pyta, czy to naprawdę
niezbędne. Tak więc dziecko uczy się od najmłodszych lat wyrzeczenia.
Jest to wyższa szkoła kształcenia charakteru. Dzieci widzą, że wszystko,
co zbyteczne, a nawet część tego, co uważa za niezbędne, jest dawane
biednym i posyłane na misje. Nigdy na próżno nie puka się do drzwi
Berettów. Mama kupuje zazwyczaj 4-5 kg chleba dodatkowo, aby móc nasycić
głodnych. Oto rodzina, która stała się szkołą świętości! Rodzina
przekształcona w «kościół domowy», jak się będzie mówić później.
OD PRZEDSZKOLA DO UNIWERSYTETU
Kiedy Joanna ma 3 lata rodzina
opuszcza Mediolan i jedzie do Bergame. Kruche zdrowie najstarszej
doprowadziło rodziców do opuszczenia skażonego powietrza przemysłowego
miasta. Ojciec będzie dojeżdżał do pracy. Joanna pozostanie do wieku 11
lat w ładnym mieście u stóp Alp.
W wieku 5 lat miało miejsce
pierwsze spotkanie z Panem w Eucharystii. Ogromna radość dla tego
dziecka zawsze uśmiechniętego, o spojrzeniu dziwnie przenikliwym.
Przedszkole u sióstr, potem 1 rok nauki w szkole publicznej i powrót do
sióstr, u których kończy szkołę podstawową. W międzyczasie, w wieku 8
lat - bierzmowanie w katedrze w Bergame. Joanna nie jest szczególnie
uzdolniona do nauki. Jednakże jest pilna w pracy szkolnej, nic więcej.
Woli wałęsać się na łonie natury i sycić swą duszę pięknościami, które
ta ofiarowuje jej w obfitości.
Kiedy faszyzm osiąga szczyt,
niebezpieczeństwo czyha na rodzinę Berettów. Ideologia dobiera się do
dzieci od najmłodszych lat, aby uczynić z nich poddane sługi
totalitarnego państwa. Berettowie są uczuleni na zdobycze zwolenników
Mussoliniego. Nie umyka to uwadze. Pewnego dnia odkrywają z przerażeniem
napis smołą na murze ogrodu: «Jest się z nami albo przeciwko nam».
W 1933 Joanna rozpoczyna naukę w
liceum w Bergame. Codzienna Msza św. bardziej ją pociąga niż łacińskie
odmiany. Jej gorliwość ma wpływ nawet na niektórych kolegów z jej klasy.
«Przypominam ją sobie dobrze: łagodny charakter, twarz zawsze
uśmiechnięta, głębokie spojrzenie ujawniające zrównoważonego ducha.
Miała czystą duszę, wspaniałomyślne serce, przyjmujące i otwarte na
wszystko, co dobre... Nie pozwalała na osądzanie lub krytykowanie
profesorów ani na mówienie źle o innych. Jeśli ktoś zaczynał, dawała
znak, by przestał» - powie jedna z koleżanek Joanny. Sprawiać
przyjemność innym wokół siebie, to jej stała troska. Aby to uczynić,
chętnie się poświęca. Wszystkie świadectwa są zgodne dając obraz
nastolatki wyjątkowo ujmującej, wspaniałomyślnej i promiennej.
Od 1934 Joanna znajduje idealne
miejsce, aby rozbudzić gorliwość apostolską, której przykład daje
rodzina. Przystępuje z zapałem do katolickiej akcji młodzieżowej. Młodzi
prowadzeni przez zasadę: «Działanie-modlitwa-ofiara», stawiają sobie za
cel przesycenie społeczeństwa wartościami duchowymi i moralnymi
Ewangelii i uczynienie ponownie z rodziny narzędzia odnowy społecznej.
W 1937 Amalia, najstarsza o wątłym
zdrowiu, umiera w wieku 37 lat. Joanna jest bardzo boleśnie dotknięta.
Nowa przeprowadzka rodziny na brzeg morza, blisko Gęnes, w pobliżu
Uniwersytetu, do którego uczęszczają starsi. Joanna kontynuuje naukę w
liceum u sióstr św. Doroty. Jest szczęśliwa. Piękna oprawa liturgiczna w
parafii zachwyca jej duszę. Ma 16 lat i oto jest jej dane wstąpić na
szczyt duchowy, który pozostawi na niej ślad. Przez 3 dni uczestniczy w
rekolekcjach św. Ignacego, prowadzonych przez jezuitę. Odkrywa w nich
wspaniały obraz życia ludzkiego przeżytego według Serca Bożego:
naśladowanie Chrystusa możliwe do spełnienia dzięki łasce i
podtrzymywane przez modlitwę; apostolstwo widziane jako jedna z
najwyższych form miłości; żarliwe wstępowanie duszy do Boga ciągle
zagrożonej przez grzech. Jedenaście postanowień wyznacza jej
zdecydowanie przyśpieszenia postępowania drogą świętości. Postanawia m.
in.: «Wolę raczej umrzeć, niż popełnić grzech ciężki.» «Postanawiam
wszystko zrobić dla Pana. Ofiarowuję Mu wszystko, co czynię, każdą
napotkaną trudność.» «Każdego dnia odmówię "Zdrowaś Maryjo", aby Pan dał
mi dobrą śmierć.» «Aby służyć Bogu nie pójdę już do kina, zanim nie
upewnię się, że film jest odpowiedni, że nie jest gorszący lub
niemoralny».
Te 3 dni marca 1938 są dla Joanny
niesłychanie owocne. Odkrywa szerokie i wielkie horyzonty
chrześcijańskiej wiary. Uczy się adoracji, przebywania twarzą w twarz z
Panem Jezusem, do którego zwraca się już nie słowami ułożonych modlitw,
lecz tryskającymi spontanicznie z głębi duszy. Jakże kocha to trwanie
sercem przy Sercu Jezusa, Miłości Wcielonej! Będzie się odtąd zagłębiać
coraz bardziej w nieskończone mistyczne przestrzenie, gdzie dusza rośnie
bez przerwy wznosząc się w Bożym świetle.
W 1941 rodzina Berettów, uciekając
przed bombardowaniem Gęnes, powraca do Bergame. 29 kwietnia 1942 dotyka
ją najbardziej okrutne z doświadczeń: mama umiera nagle w wieku 53 lat.
W 4 miesiące później nowe doświadczenie równie rozdzierające: anemia
złośliwa odbiera im ojca. Czworo starszych zastępuje go.
Joanna czuje w sobie niewyraźnie
powołanie misyjne. W międzyczasie podejmuje studia medyczne: 3 lata w
Mediolanie, reszta w Pawii. Dni zajmują jej studia i modlitwa,
oczywiście po porannej Mszy św. Natura pociąga ją do tego stopnia, że
spędza na jej łonie długie godziny, przeglądając notatki z wykładów.
Wojna rozszerza się straszliwie,
ale bez większej szkody dla braci i sióstr. Franciszek, zatrzymany przez
nazistów, powraca po 3 tygodniach. Dwaj bracia - lekarze oficerowie -
chronią się w Szwajcarii. Joanna koncentruje się na chwili obecnej,
którą usiłuje przeżyć w sposób święty. «Przeszłość trzeba powierzyć
miłosierdziu Bożemu, przyszłość Bożej Opatrzności.» Jej nowa zasada to:
«Żyć w każdej chwili radośnie wolą Bożą».
16 czerwca
1946 wydarzenie wyjątkowe: brat Józef (inżynier) wyświęcony na kapłana w
Bergame. 13 marca 1948 Henryk (lekarz) wyświęcony w Mediolanie. Wyjeżdża
jako misjonarz do Brazylii. Joanna kontynuuje studia z dobrymi wynikami.
W 1949, w wieku 27 lat, broni z powodzeniem doktoratu z medycyny.
DZIAŁACZKA AKCJI KATOLICKIEJ
Przez wszystkie lata studiów
surowych i trudnych, Joanna nie osłabiła wysiłków jako działaczka akcji
katolickiej. Jest z początku animatorką grupy. Młodzi poszliby za nią aż
na koniec świata. To, czego poszukuje przede wszystkim, to dzielić się
wewnętrznymi bogactwami. Ile otrzymała, tyle jest winna innym. Począwszy
od 1944 pnie się w górę po drabinie odpowiedzialności w akcji
katolickiej, nie z powodu ambicji, lecz z nakazu przełożonych, którzy
odkrywają w niej wyjątkową duszę. Od 1949 jest przewodniczącą ruchu
młodzieży żeńskiej. Mnożą się konferencje i kontakty osobiste. Jest
przekonywująca, ponieważ czuje się, że żyje tym, co mówi. Idzie się do
niej, by prosić o radę. Udziela jej chętnie, kończąc zawsze zachętą: «A
przede wszystkim módl się!» Gromadzi wokół siebie najbardziej żarliwe
dziewczęta i formuje z nimi «wieczernik», rodzaj szkoły modlitwy i
formacji apostolskiej. «Pragnę, byście się stały solą, kwasem dla
kandydatek... Bądźcie prawdziwymi apostołami, zdobywającymi dusze
koleżanek», mówi im. Nie zadowala jej formacja, przechodzi do działania
na rzecz biednych, na czele grupy 40 dziewcząt Konferencji św.
Wincentego ŕ Paulo, korzystając z dobrej tradycji przekazanej przez jej
rodziców w Bergame.
Życie Joanny jest życiem apostoła,
który zatrzymuje się tylko, aby - z nieruchomego bieguna modlitwy -
zaczerpnąć siłę do kroczenia naprzód i dawania. Jej życie jest samą
ofiarą dla innych.
W 1952 zdaje egzaminy
specjalizacyjne w dziedzinie pediatrii z najwyższą liczbą punktów.
Osiedla się w Mesero. Mieszkańcy wkrótce rozpoznają w niej bardzo cenną
perłę. Wzywa się ją dniem i nocą. Nigdy nie odmawia, bez względu na
zmęczenie. Ona pielęgnuje, a Pan leczy. Modlitwa poprzedza i zawsze
towarzyszy czynnościom lekarskim. Przede wszystkim lubi leczyć dzieci i
mamy. To powód, dla którego wybrała pediatrię. Troska o dusze może
towarzyszyć trosce o ciała mam i ich pociech. Choroba jest
uprzywilejowanym momentem apostolatu. Marzy, by móc wyjechać daleko jak
jej siostra Wirginia, lekarka-misjonarka, do Indii i Albert, również
lekarz-misjonarz, ale w Brazylii, gdzie zbudował szpital. W 1949 już
jest prawie spakowana, by jechać do Brazylii. Droga zaprowadzi ją gdzie
indziej. Tego właśnie roku Joanna spotyka Piotra Molla z Mesero, o 10
lat starszego od siebie.
Syn szewca, Piotr, inżynier,
kieruje ważną fabryką produktów z drewna, która zatrudnia 3500
robotników. Jest pobożny i działa - on również - w akcji katolickiej.
Rzuca pytające spojrzenie na tę młodą, promienną kobietę. Spojrzenie
napełnia się powoli czułością. Zadaje pytanie sobie, potem pyta Joannę.
Jest niezdecydowana, modli się, prosi o modlitwę, aby poznać wolę Bożą.
Jedzie do Lourdes, «aby poprosić Dziewicę o wskazanie, co powinna
uczynić: wyjechać na misje czy wyjść za mąż» Spowiednik mówi jej: «Załóż
rodzinę. Tak bardzo potrzeba dobrych matek!» Okres wzajemnego poznawania
siebie jest jednak długi. Dopiero w niedzielę 20 lutego 1955 Piotr pyta
Joannę, czy chce zostać jego żoną. Nazajutrz po nocy modlitwy posyła mu
list, który poruszy Piotra: «Naprawdę chciałabym cię uczynić szczęśliwym
i być tą, której pragniesz: dobrą, wyrozumiałą, gotową do poświęceń,
których życie od nas zażąda. Jeszcze ci nie powiedziałam, że jestem
stworzeniem spragnionym uczucia i bardzo wrażliwym. Kiedy żyli moi
rodzice, ich miłość mi wystarczała... Teraz, kiedy jesteś ty, już cię
kocham i chcę oddać się tobie, aby założyć rodzinę prawdziwie
chrześcijańską.» Zaręczyny odbywają się 11 kwietnia. Wymieniają listy
promieniejące wiarą i radością.
Piotr: «Dziękuję Panie za to, że
dałeś mi Joannę, jako bardzo łagodną towarzyszkę mego życia. Spraw,
byśmy się kochali zawsze miłością najmocniejszą, najłagodniejszą i
czystą. Spraw, abym był jej godzien i by nasza rodzina była święta i
błogosławiona w Niebie»
Joanna, w
chwili zbliżania się ślubu: «Jeszcze tylko kilka dni. Jestem wzruszona
zbliżając się do sakramentu miłości. Staniemy się współpracownikami Boga
w stwarzaniu; możemy Mu dać dzieci, które Go będą kochać i służyć Mu.»
MAŁŻONKA I MATKA
24 września 1955 ks. Józef Beretta
asystuje przy ślubie Piotra i Joanny w kościele w Magnenta, gdzie
została ochrzczona. Daje swej siostrze przykład ich matki, «zawsze
uśmiechniętej, uległej, cierpliwej, aktywnej, zawsze zjednoczonej z
Bogiem, zarówno w radości jak i w cierpieniu.» Taka właśnie będzie droga
Joanny. Czeka ją 7 lat szczęścia, 7 krótkich lat, które doprowadzą ją na
Kalwarię.
Małżeństwo osiedla się w
Pontenuovo między Magnenta a Mediolanem, w służbowym domu. «Czynić
jedynie to, co jest zgodne z wolą Bożą i z moralnością autentycznie
chrześcijańską». Oto teologia małżeńska Joanny, zgodnie z określeniem
jej małżonka. Nadal wykonuje zawód lekarza w Mesero. Od czasu do czasu
towarzyszy Piotrowi w podróżach za granicę. Jadą na koncert i do teatru
do Mediolanu, jeżdżą na nartach w Alpach. Normalne życie wykształconego
małżeństwa. Dni kończą się różańcem.
19 listopada 1956 Joanna rodzi
swego pierworodnego. Jej radość matki jest pełna i doskonała. Dziecko
jest poświęcone Najświętszej Dziewicy. Rok po Piotrze-Ludwiku rodzi się
Maria-Zyta. Ciąża była dotkliwa. To wspomnienie szybko się zaciera:
«Powinniśmy naprawdę podziękować Panu za to, że dał nam dwa wielkie
skarby tak piękne, zdrowe i mocne.» W chwilach nieobecności ojca pisze
do niego listy pełne uczucia o życiu swoim i dzieci. Jest zadowoloną
małżonką i matką. W 1960 rodzi się Laura, która jest poświęcona Matce
Bożej Dobrej Rady. Ciążę i poród przeżyła w cierpieniu. Jednak nigdy nie
słychać najmniejszej skargi tej mamy w oczekiwaniu na dziecko. Joanna
wychowuje swe pociechy pokojowo, bez podnoszenia głosu, prowadzi je
bardzo wcześnie na Mszę św. Każdego wieczoru robi z nimi rachunek
sumienia z dnia. Ma duszę pedagoga.
Nowa ciąża - w sierpniu 1961,
potem od 2 miesiąca tragiczne odkrycie. Kapłanowi, który przyszedł ją
wyspowiadać i przyniósł Komunię, mówi: «Mam ufność w Bogu, tak. Teraz
mam wypełnić mój obowiązek matki. Ponawiam przed Panem ofiarę z mojego
życia. Jestem gotowa na wszystko, byle tylko ocalono moje dziecko.»
Zdecydowanie Joanny czyni operację
bardzo delikatną. Szew na macicy po usunięciu włókniaka grozi
rozerwaniem w 4 i 5 miesiącu i śmiercią matki. Joanna wie to wszystko.
Modli się i prosi o modlitwę, nie o swoje ocalenie, lecz aby nie stracić
dziecka. Uaktywnia się w służbie dla rodziny, a nawet udziela
konsultacji. Jednakże wie, co ją czeka: «Najtrudniejsze ma dopiero
nadejść», mówi do swego brata, kapłana. Nadchodzi czas rozwiązania. «Idę
do szpitala i nie jestem pewna, czy wrócę do domu», mówi do
przyjaciółki. «Módl się za mnie, ponieważ się boję. Módl się, aby udało
mi się dobrze spełnić wolę Bożą» zwierza się innej. Usiłuje się ją
przekonać, że nie powinna się poświęcać: ma 3 dzieci. Odpowiada zawsze:
«Chcę, aby moje dziecko żyło».
W Wielki Piątek 20 kwietnia 1962
idzie na oddział położniczy w Monza: «Jestem gotowa na wszystko, czego
Bóg będzie chciał», powtarza. Poród jest długi i niewypowiedzianie
bolesny. Joanna-Emmanuela przychodzi na świat w Wielką Sobotę rano.
Wspaniały noworodek: 4,5 kg. Stan matki pogarsza się nagle. Straszliwie
cierpi, ma między zębami chusteczkę, aby lepiej zapanować nad silnym
bólem i uniknąć jęków. «Gdybyś wiedziała, jak się cierpi, kiedy musi się
umierać pozostawiając małe dzieci», mówi do swej siostry Wirginii, która
powróciła pośpiesznie z Indii. Ma jeszcze siłę, by powierzyć dzieci swej
siostrze i dać wskazania im i mężowi. Pozostaje troska, że jest
oskarżona o porzucenie męża i dzieci. Piotr rozwiewa tę obawę mimo
cierpienia.
W środę po
Wielkanocy zaczyna konać, całuje krzyż misyjny Wirginii powtarzając:
«Jezu, kocham Cię.» Chwila wytchnienia. Mówi do męża: «Byłam już w
tamtym świecie. Gdybyś wiedział, co widziałam!» 28 kwietnia 1962 o 8
rano w obecności męża i czworga braci i sióstr Joanna oddaje swą piękną
duszę Bogu.
EPILOG
Piotr, mąż Joanny, ma 82 lata i
żyje w Mediolanie. Joanna-Emmanuela, dziecko poniesionej ofiary, jest
lekarzem w tym mieście. Piotr-Ludwik jest szczęśliwym ojcem rodziny,
doktorem nauk ekonomicznych. Żyje w Mediolanie. Laura, doktor ekonomii
politycznej, pracuje z bratem. Maria-Zyta urodzona w 1957 zmarła w wieku
6 lat, rok po swej matce. Spoczywają razem w kaplicy cmentarza w Mesero.
René Lejeune
Stella Maris nr 292 (4/94) Tłum. z franc. E. B. w: „Vox
Domini" nr 2/94, str. 5-8 |